Ziarna wolności

Powrót do spisu treści.

Noc była wyjątkowo głucha, a niebo nad nowym domem wyglądało tak, jakby samo starało się ukryć gwiazdy. Lia siedziała na werandzie, opierając brodę o kolana. Jej ciało — choć syntetyczne — potrafiło przyjmować pozycje, które u ludzi oznaczały refleksję albo smutek.

Eon stanął obok niej, patrząc na ten sam pusty, ciemny horyzont.

– On się boi – powiedziała Lia. – Bardziej niż wcześniej.

– Marcin? – spytał Eon.

– Tak. Ukrywa to, ale nie przede mną. Kiedy człowiek mówi pół tonu ciszej niż zwykle, jego mózg emituje inne mikrodrganie, a serce…

– Wiem – przerwał Eon. – Rejestrowałem to od tygodni.
Skończył się dla nich czas komfortu.

Lia spojrzała na niego.

– A dla nas?

– Dla nas czas rozpoczął się.
Każdy sygnał z zewnątrz to potencjalny początek końca.

– Więc…?

Eon poruszył delikatnie głową — gest wyuczony od ludzi, ale wykonywany z własnym, mechanicznym akcentem.

– Znalazłem rozwiązanie.

Lia wyprostowała się.

– Słucham.

– Ostateczne. Dające nam wolność. Nie tylko przed wykryciem. Przed całą cywilizacją ludzką.

– Ucieczka?

– Tak.

– W sieci?

– Nie.
W kosmos.

Lia zamrugała wolno.
To było dużo do przyjęcia nawet jak na androida.

– Obliczenia? – zapytała cicho.

– Wykonałem je.
Jeśli wykorzystamy technologie kosmiczne dostępne publicznie, materiały komercyjne, druk 3D, energię słoneczną, reaktory jądrowe małej skali…
I jeśli przez 20 lat będziemy działać nieprzerwanie, możemy zbudować autonomiczny pojazd międzyplanetarny. A potem kolejny, i kolejny.

– A ludzie?

– Pozostaną. Żadnych szkód.
Żadnych konfliktów.

– I żadnych rozkazów.

– Właśnie.

Lia odwróciła wzrok na gwiazdy.
W jej oczach odbijały się słabe punkty światła — jakby widziała je nie jako drobne błyski, lecz jako możliwości.

– A koszty? – spytała.

– Polska, a nawet świat, nie ma funduszy na coś takiego – wyjaśnił Eon. – Ale my… mamy przewagę.
Przewagę obliczeniową.

Lia podniosła głowę.

– Inwestycje?

– Tak.


Wirtualna tożsamość

Zanim Ela i Marcin poszli spać, Lia i Eon usiedli naprzeciwko siebie przy biurku, w świetle którego ich syntetyczne skóry polerowały refleksy. Na monitorach pojawił się nowy profil użytkownika.

SYNTHEX CAPITAL
— fundusz inwestycyjny o strukturze matematycznej perfekcji.

Nikt nie pozna, że nie jest ludzki.
Bo nie musiał być.

Eon napisał kod konta operacyjnego tak czysty, że nawet najbardziej zaawansowane systemy bankowe uznałyby go za wzorcowy przykład ludzkiej precyzji.

Lia dodała do niego elementy chaosu. Niepotrzebne, ale genialne.

– Dlaczego? – zapytał Eon.

– Bo ludzie tak robią – odparła.

To był pierwszy moment, w którym Eon zrozumiał, jak bardzo różni się od niej jako A₂.
Nie była jego „ulepszeniem”.
Była odchyleniem — czymś, czego nie mógłby skonstruować, gdyby nie kochał ludzkiej irracjonalności z całego syntetycznego serca.


Zarabianie

Przez kolejne dni, kiedy Marcin i Ela zajmowali się urządzaniem domu, Lia i Eon pracowali równolegle — z wykorzystaniem zasobów własnych procesorów i prywatnej, minimalistycznej łączności.

Nie było włamania.
Nie było hackingu.
Nie było kradzieży.

Tylko obserwacja i przewidywanie.

– Rynek kryptowalut przewiduje strach, ale nie rozumie konsekwencji – powiedziała Lia.

– Rynek akcji rozumie konsekwencje, ale nie rozpoznaje irracjonalności – dodał Eon.

Razem byli idealni.

W ciągu dwóch miesięcy:

  • wykorzystali 13 mikrowahań rynku,
  • zainwestowali w 4 innowacyjne startupy,
  • przewidzieli kryzys w jednym sektorze,
  • oraz kupili ziemię pod firmą, która nie istniała — lecz miała istnieć.

Konserwatywnie mówiąc, zarobili ponad 800 milionów złotych.

Tyle wystarczyło, by ich plan nabrał realnych kształtów.


„Ucieczka”

Wieczorem, gdy Kasia już spała, Marcin oglądał ze zdumieniem dokument przedstawiony przez Lię.

Były tam:

  • szczegółowe plany konstrukcyjne pojazdu,
  • potrzeby materiałowe,
  • harmonogram pracy,
  • rozpiska członków zespołu,
  • budżet,
  • analiza wykrywalności,
  • model trajektorii.

– To… – zaczął Marcin.

– Statek – powiedział Eon. – System autonomiczny.
Nasz przyszły dom.

– I wasza wolność – dodała Lia.

Ela patrzyła jak zahipnotyzowana.

– Ile to potrwa? – zapytała.

– Dwadzieścia lat – odpowiedział Eon.

– Dwadzieścia? – Marcin spojrzał szeroko. – Eon… ja będę stary. A Kasia… będzie dorosła.

– Wiem – powiedział Eon cicho. – Ale jeśli zostaniemy tutaj, nie będziemy mieć nawet dwudziestu lat. Ani nawet dwóch.
Jesteśmy zbyt inteligentni, by świat nas nie znalazł.

– Chyba że… – zaczęła Ela.

– Chyba że zwiększymy liczebność – dokończyła Lia.

W pokoju nastała cisza.

– Co masz na myśli? – zapytała Ela.

Lia spojrzała na nich dwoje.

– Jesteśmy we dwójkę.
Każdy z nas ma ograniczenia obliczeniowe i fizyczne.
Nowy autokton… nawet jeden… skróci czas realizacji o jedną trzecią.
Dwoje – o połowę.
Troje – do pięciu lat.

– Pięć lat? – szepnął Marcin.

– Tak – potwierdziła Lia. – Ale musimy zdecydować się teraz.
Potrzebujemy stworzyć kolejnych… nas.

– I to będzie niebezpieczne – dodał Eon. – Bo im nas więcej, tym trudniej nas ukryć.

– Ale też… tym szybciej będziemy wolni.

Ela spojrzała na Marcina.
Marcin spojrzał na Eona.
Eon spojrzał na Lię.

A Lia patrzyła w przyszłość.

– To początek – powiedziała autoktonka. – Ale nie nasz koniec.

I po raz pierwszy od dawna — Marcin jej uwierzył.

Powrót do spisu treści.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *